piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 1 - Spotykam Kozo-człowieka

   Dzień zapowiadał się dość zwyczajnie... do czasu gdy jakiś lekko nachalny kozioł zaczął ze mną gadać.
 
   Jak od jakiegoś czasu, postanowiłem wstać o świcie. Miałem co prawda dość parszywy dzień, jednak podniosłem się z drewnianej ławki, zarzuciłem plecak na siebie i ruszyłem dalej.
 
   Zmęczenie w pełni utrudniało mi dalszą drogę. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Oczy same mi się zamykały. Tej nocy nie mogłem nawet spokojnie zasnąć. Bałem się, że ten nękający mnie od dość dawna sen znowu się pojawi.
 
   Idąc, myślałem o tych ostatnich słowach mamy tuż przed moim odejściem.
 
"Uciekaj – mówiła – On cię szuka"
 
  Byłem prawie, że wypędzony z domu tylko po to, by uciec przed nim... kimkolwiek ten on mógłby być. Kogo miała na myśli, mówiąc że mnie szuka...? Tego nie wiedziałem, lecz miałem przeczucia, iż wkrótce się tego dowiem. Nie wiedziałem czemu, ale po prostu to czułem.
 
   Samotność gnębiła mnie od środka. Po raz pierwszy w życiu wiedziałem, że nie mam domu. Ta moja tułaczka trwała już od kilkunastu dni, chociaż wydawało mi się, że jeszcze wczoraj wybiegałem z rodzinnego domu, podczas gdy unosząca się na niebie twarz mężczyzny śmiała się niskim mrożącym krew w żyłach głosem.
 
   Szedłem krętą uliczką bez konkretnego celu. Zmęczony, zmarznięty. Nie wiedziałem co robić. Tej nocy zdecydowałem się na zaśnięcie na ławce tuż obok stacji benzynowej, było jednak bardzo zimno.
Dzisiaj jednak musiałem już iść gdzie indziej, ponieważ czułem, że coś... a raczej ktoś mnie śledzi. Tym razem jeszcze bardziej. Wiedziałem, że muszę uciekać.
 
   Ostatnio spotykały mnie dziwne rzeczy: zauważałem różne potwory dosłownie wszędzie. Myślałem, że mam halucynacje no bo przecież gdyby te potwory tam naprawdę były, to chyba ludzie by je zauważyli.
 
   Postanowiłem się rozejrzeć. Dookoła były drzewa. Nawet nie zauważyłem, że wkroczyłem do lasy. Ptaszki ćwierkały i wiał lekki wiaterek. Na niebie zbierały się ciemne chmury. Wyglądało jakby za chwile miało zacząć padać i grzmieć.
 
   Szedłem dalej aż tu nagle TRZASK. Usłyszałem gdzieś z tyłu dźwięk łamanego patyka. Odwróciłem się. Nikogo nie było. I znów te same uczucie. Czuję, że ktoś mnie śledzi, odwracam się i nikogo nie ma. Rozejrzałem się jeszcze raz. Nikogo nie było. Ruszyłem dalej. W oddali Zauważyłem małe jeziorko. Podszedłem tam aby się trochę orzeźwić. Kiedy schyliłem się i spojrzałem na odbicie chcąc wsadzić dłonie do wody zauważyłem z tyłu za mną jakąś postać.
 
   Odwróciłem się gwałtownie. O mało co nie wpadłem do wody na widok zerkającego na mnie człowieka z niesamowitym spokojem. Chociaż określenie "człowiek" nie zbyt pasowało to stojącej tuż przede mną postaci. To było coś w stylu kozo-człowieka. Wyrastające z nad głowy rogi, a także kozie nogi wyglądały nieco przerażająco. W oczach kryła się masa nienawiści. Małe ciemne, krótko przystrzyżone włosy.
 
   Starałem się zachować spokój, licząc że to jakiś żart. Jednak po krótkiej ciszy zacząłem lekko powątpiewać w swoją teorię, puki nie przemówił:
 
- Na reszcie cię odnalazłem - odrzekł nieco podirytowanym tonem - Lepiej będzie jak stąd odejdziemy. Podążaj za mną. Obóz Herosów jest niedaleko.
 
   To mnie jeszcze bardziej zaskoczyło. Kozioł, który chce mnie zabrać do jakiegoś obozu. I co to ma znaczyć, że nareszcie mnie odnalazł. On mnie szukał? Po co?
 
- Czego ty ode mnie chcesz? – zapytałem, starałem się aby to zabrzmiało dość spokojnie
 
- Zabrać cię. Poza obozem dla takich jak ty jest bardzo niebezpiecznie. Musimy iść. Potwory już cię pewnie wywęszyły. Obóz herosów jest niedaleko.
 
- Jaki obóz? Jakie potwory? Co to znaczy dla takich jak ja?
 
- Ten obóz - mówił - jest dla takich jak ty czyli herosów... to znaczy nie wiem jak jest w twoim przypadku, bo twoim ojcem nie jest żaden bóg olimpijski tylko... no... nie wiem jak to powiedzieć.
 
   Ale chodź, obóz czeka na ciebie i Rachel chce z tobą porozmawiać. To ona chciała żebym ciebie odnalazł.
 
   Prawdę mówią nic nie zrozumiałem z tego co to coś do mnie mówiło, ale jakiś głos podpowiadał mi, że powinienem tam pójść... do tego obozu. Jednak nie ufałem za bardzo temu kozłowi.
 
- Słuchaj koźle, nie...
 
- Nie jestem kozłem tylko satyrem - oburzył się - Ale możesz mówić na mnie Tedd. Ty jesteś chyba Kenny... Kenny Sky, jeśli dobrze pamiętam.
 
- Więc słuchaj Tedd - wkurzyłem się, zastanawiając się skąd zna moje imię - nie znam cię i nie zamierzam z tobą iść do tego obozu, a jak nie dasz mi spokoju...
 
- Słuchaj - mówił satyr - tu wszędzie poza obozem są potwory. Tylko czekają żeby cię zaatakować, a jeszcze większym niebezpieczeństwem jest ten... zresztą lepiej będzie pomówić o tym później.
 
   Nastała grobowa cisza. Poczułem się trochę niezręcznie.
 
- Cóż, nie zostawiasz mi innego wyboru...

   Pstryknął palcami, po czym w jego dłoni pojawiła się nie wielka drewniana laska. Szturchnął mnie końcem kija, a ja poczułem, jak świat wiruje przed moimi oczami. Wtedy nastała ciemność.

2 komentarze:

  1. Pierwsza xD I to siem tylko liczy xD
    A co do rozdziału xD To ja lubię się rozpisywać,choć wiem,że tak naprawdę są następne rozdziały xD No,więc lecimy z tym po kolei:: Chłopak ucieka z domu,bo mu matka każe. (ma przed kimś uciekać. Pytanie przed kim?)
    Dalej łazi samotnie po mieście i ma sen w,który nie wierzy (Co do łażenia to nie mam nic przeciwko xD Ale spanie przy stacji bezynowej? Czy to nie jest nie bezpieczne? A jak wybuchnie xD Dobra koniec tematu xD) Co do snu..... No to się chłopak pomylił xD Na pewno się spełni xD
    Dalej mam koziołka xD Myślałam,że to fajny gościu,a na koniec takie coś xD Trzeba było porozmawiać,a nie siły używać xD Dobra lecę dalej xD
    Pozdrawia Cherry xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cherry, dobra jesteś!
      Streszczenie: chodziłem sobie, chodziłem, i dalej sobie chodziłem, "postanowiłem się rozejrzeć" (sic!) [lepiej: "rozejrzałem się"], jest las i kozioł mówi "są potwory", no ale kozioł mówi, to ja się będę przejmować rozerwaniem przez potwory na strzępy.
      Ja wyłapałam tyle. Dobra jesteś, Cherry, lepiej ci idzie wyłapywanie sensu niż mnie (to wyraz podziwu)

      Usuń